Tak naprawdę Sarydnie są dwie – jedna bliższa ziemi, bardziej prosta i autentyczna. Druga została sztucznie wykreowana w latach 70. na luksusowy kurort dla możnych tego świata. Czy wina też dzielą się tutaj na dwie kategorie?

Cywilizacja nuragijska
Historia winiarstwa na Sardynii sięga czasów cywilizacji nuragijskiej, a trzeba nam wiedzieć, że było to bardzo dawno temu. Bardzo dawno bo około XVII wieku przed naszą erą. Cywilizacja ta cały czas pozostaje słabo zbadana, bo nie pozostawiła po sobie żadnego pisma. Wiemy, że była to rdzenna ludność Sardynii. Jako pomniki swojego istnienia pozostawili 7000 megalitycznych budowli – nuraghów – okrągłych, kamiennych budowli o charakterze obronnym. I podobno fermentowali sok z winogron. Miejscowi parę razy nam powtarzali, że lokalny szczep Cannonau wywodzi się właśnie z czasów nuragijskich.
Wpływy hiszpańskie
Podobnie jak inne wyspy na Morzu Śródziemnym, Sardynia na przestrzeni wieków przechodziła z rąk do rąk. Jako pierwsi pojawili się tutaj Fenicjanie z Kartaginy, później panowanie przejmowali kolejno Rzymianie, Wandalowie i Genueńczycy. Od XIV do XVIII w. wyspą rządzili Hiszpanie. Pod hiszpańskim panowaniem znacznie rozwinęła się uprawa winorośli. Jakiej winoroślI? Przywiezionej przez Hiszpanów – Bovale, Torbato i Cannonau – hiszpańskiej Garnachy. Czyli skąd orygninalnie pochodzi Cannonau? Dyskusje trwają, ale my z grzeczności nie będziemy brać w nich udziału.
Oczywiście hiszpański wpływ na sardyńskie wino to tylko mała część o wiele szerszego obrazu. Cała północno – zachodnia Sardynia została mocno naznaczona przez przybyszów z Półwyspu Iberyjskiego. Ślady tych wpływów widoczne są do dzisiaj – w architekturze, języku, kuchni. A stolica tego regionu – Alghero – nazywane jest małą Barceloną. Tutaj też swoją siedzibę ma największy producent wina na Sardynii – Sella & Mosca.
Sella & Mosca
Kiedy mówiliśmy Sardyńczykom, że planujemy odwiedzić winiarnię Sella & Mosca, to chwytali się za głowę. Opowiadali, jak wielka i przemysłowa jest ich produkcja, jak małą wagę przywiązują do jakości, a jak dużą do ilości wina. Muszę przyznać, że trochę podziałali na moją wyobraźnię i kiedy wjeżdżaliśmy na teren winiarni, to czułam się jak Louis de Funes, odkrywający fabrykę jedzenia w filmie „Skrzydełko czy nóżka”. I rzeczywiście, rozmiar winiarni jest przytłaczający. Pomyliliśmy nawet parkingi dla pracowników administracji i gości (dla tych, którzy planują odwiedzić to miejsce – nie zatrzymujecie się na pierwszym parkingu, jedziecie dalej). Kiedy więc w końcu znaleźliśmy salę degustacyjną, to wchodziliśmy do niej z pewną podejrzliwością.

Degustacja
Nasza podejrzliwość zniknęła jednak dosyć szybko. Przy kontuarze przywitał nas sympatyczny sommelier i zaproponował na początek wino musujące Oscari. Tamtego dnia na Sardynii było około 35 stopni w cieniu, więc kieliszek mocno schłodzonego, musującego wina brzmiał jak wybawienie. Oscari – wino zrobione ze szczepu Torbato metodą tradycyjną, leżakowało 24 miesiące. U nosie wyczuwalne aromaty gruszki i oczywiście briszoki, z migdałowym wykończeniem. W ustach bardzo pieniste. Pamiętam, że nazwałam je wtedy małym dziełem sztuki. Czy była to tylko kwestia chwili? Nie wiem.

Następnie spróbowaliśmy Catore. Wino, podobnie jak Oscari, zrobione ze szczepu Torbato. Szczep ten został sprowadzony na Sardynię przez Hiszpanów, a obecnie uprawiany jest wyłącznie w winnicy Sella & Mosca. Catore ma na pewno niższą kwasowość niż, najbardziej popularne białe wino na Sardynii, Vermentino. Odznacza się za to lepiej zbudowanym ciałem. Tutaj mieliśmy krągłą, ładnie ułożoną brzoskwinię, podbitą trochę nutami maślanymi. Fajna odmiana od wszechobecnego Vermentino.

Nie udało się nam zakończyć żadnej degustacji na Sardynii bez obowiązkowego spróbowania Cannonau. Chociaż w pewnym momencie próbowaliśmy już tego uniknąć, bo tak jak pisałam w poprzednim wpisie, coś nam nie pasowało w tym winie. Mustazzo to 100% Cannonau, ale tym razem dostaliśmy bardzo dobre wino. Wyczuwalne aromaty czerwonych owoców, z nutą gałki muszkatołowej. W ustach dobrze zbalansowane, przyjemne. Sommelier zdradził nam, że to kwestia położenia geograficznego winorośli – grono pochodziło z centralnej Sardynii, regionu Barbagia, skoncentrowanego wokół miasta Mamoiada. Wtedy też stwierdziliśmy, że musimy odwiedzić to miejsce.

Czy warto?
Wszystkie trzy wina, których spróbowaliśmy na miejscu, były wyjątkowo dobre. Skąd bierze się więc zła opinia o Sella & Mosca? Kiedy pojedziecie na Sardynię, zobaczycie w supermarketach mnóstwo różnych butelek z tej winiarni. Są one produkowane na przemysłową skalę i niestety, nie są to wina najlepszej jakości. Bo w Sella & Mosca produkuje się wina dwóch kategorii – te najlepsze, które udało się nam spróbować i tutaj opisać oraz te przeznaczone na masową konsumpcję. Przypomniała się nam winnica Marsovin z Malty, która działa trochę podobnie. W swojej ofercie ma wina zarówno genialne jak i tak okropne, że nie da się ich pić. Może to prawidłowość winnic, działających w miejscach turystycznych? Co nie zmienia faktu, że wizytę w Sella & Mosca bardzo polecamy. Polecamy też wszystkie opisane tutaj wina. Po czasie żałuję jedynie, że nie spróbowaliśmy jednak ich Vermentino. Jeśli Wam się uda, to koniecznie dajcie znać!

Dodaj komentarz