Wyspiarze to przeważnie twardzi ludzie. Niosący ciężar swojej odrębności, niezależni, zaradni. A mieszkańcy Sardynii są twardzi jak skała, z której zbudowana jest praktycznie cała wyspa. Jakie wino powstaje na tej skale?

Gdzie, kiedy, dlaczego
Na Sardynię polecieliśmy w połowie sierpnia i od razu zaznaczę, że nie polecamy tego terminu. Było nieznośnie gorąco, tłoczno i drogo. 15 sierpnia Sardyńczycy i Włosi z kontynentu świętują Ferragosto, zajmując wszystkie wolne miejsca na plażach, w restauracjach i hotelach. Ceny szybują w górę, tak jak słupki rtęci na termometrach. My akurat w tym terminie byliśmy umówieni na rejs żeglarski z Kompas Yachtingiem, ale jeśli jeszcze kiedyś wybierzemy się na Sardynię, to na pewno nie w tym terminie.
Jedynym ratunkiem był czas spędzony pod żaglami. Płynęliśmy z Olbii, przez archipelag La Maddalena do Bonifacio na Korsyce. Miejsca są przepiękne – nad wodą jak i pod wodą (jeśli pływacie z rurką). My tutaj jednak nie o krajobrazach, tylko o winie.
Po tygodniowym rejsie wynajęliśmy samochód i pojechaliśmy zwiedzać interior. Czas jak zawsze mieliśmy ograniczony, dlatego też złożyliśmy mapę Sardynii na pół i zwiedziliśmy tylko jej północną część. Tę mapę na pół to złożyliśmy jeszcze w Polsce, układając wstępny plan zwiedzania. Wtedy też po raz pierwszy pojawiło się zdanie, które później powtarzaliśmy przez cały wyjazd: „gdzie nie rzucisz monetą, tam winnica”.
I to był chyba nasz największy „problem”, bo rzeczywiście winnic na Sardynii jest po prostu mnóstwo, a czasu na odwiedzenie wszystkich zawsze będzie niewystarczająco. My zwiedziliśmy ich kilka i nie wszystkie wizyty były udane. W najbardziej ekskluzywnej winnicy na wyspie sommelier nalał nam tyle wina, że ledwo udało się nam zamoczyć w nim język. W innej siedzieliśmy przy stole degustacyjnym w pomieszczeniu z dużym grzybem na ścianie. Pomyślałam więc, że opiszę 3 najlepsze degustacje i tym samym może pomogę też Wam w podjęciu decyzji.
Lokalne doświadczenie
Jeśli szukacie autentyczności i kontaktu z sympatycznymi lokalsami to polecamy Wam Cantinę Ligios. Winnica położona jest na zboczu zwróconym w stronę morza. Widok jest wspaniały, a bliskość do morza sprawia, że tutejsze wina są bardziej słone i mineralne.

Jeżeli będziecie mieć tyle szczęścia co my, to przywita Was bardzo gościnna właścicielka, oprowadzi po winiarni, opowie historię miejsca i swojej rodziny, i w końcu posadzi przy stole. A przy stole nie tylko degustuje się wina, ale przede wszystkim doświadcza się szczerej, sardyńskiej gościnności. To nic, że na zewnątrz było 38 stopni w cieniu. W sali degustacyjnej gospodarze rozpalili kominek (!), żeby nad płomieniami ognia usmażyć domowe kiełbaski. Do tego dostaliśmy deskę serów, pieczywo, a na deser świeże figi. Wszystko z rodzinnej uprawy i domowej produkcji. A wina?

Białe wina
Jako pierwsze spróbowaliśmy tutejsze Vermentino. Vermentino to flagowy, biały szczep Sardynii. Daje wina lekkie, cytrusowe, idealnie nadające się do bardzo mocnego schłodzenia i ugaszenia pragnienia. Podstawowe Vermentino z Cantiny Ligios było bardzo skaliste, mineralne. W notatkach zapisałam: jak lizanie słonych kamieni. Chociaż może to tylko moja wyobraźnia kazała mi widzieć, jak sól z nad morza osadza się na tutejszych winogronach.

Zdecydowanie bardziej złożone było Juliola 2016. Rok ten był wyjątkowo gorący i dał wina pełne, aromatyczne, oczywiście z wysoką zawartością alkoholu. Brzoskwinia utopiona w miodzie. Słodkie i niebezpieczne.

Czerwone wina
Z czerwonych win musieliśmy spróbować Cannonau. Cannonau to lokalny klon hiszpańskiej Garnachy. Na wyspie uznawany za najbardziej emblematyczny dla sardyńskiego winiarstwa. Próbowaliśmy tego szczepu już wcześniej i przy każdym winie przychodziło mi do głowy jedno określenie – dzikie. Nie byliśmy w stanie stwierdzić, czy chodziło o odmianę czy o sposób produkcji, ale było w tym winie coś nieujarzmionego.

Kolejne wina zrobione były już ze szczepów międzynarodowych. Campamara to czyste Cabernet Sauvignon. W nosie głębokie i ciężkie, w ustach zaskakująco świeże.

I na koniec najcięższe wino – Carys zrobione z Syrah. Wino było bogate, wielopoziomowe, otwierało się powoli. Idealnie nadawałoby się do zabrania do Polski. Taka butelka potrafiłaby umilić najchłodniejszy, jesienny wieczór w Polsce.

Gdybym miała opisać Cantinę Ligios dwoma słowami, to powiedziałabym gościnna i rustykalna. Tych dwóch określeń użyłabym też do opisania całej Sardynii. Może dlatego też myślę, że to miejsce najlepiej oddaje charakter wyspy? Polecam, żebyście przekonali się sami.


Dodaj komentarz