Każdy ma swój Rzym. Najczęściej jest to Rzym zachwycający. Bywa Rzym przytłaczający. Czasami jest to Rzym sentymentalny, czasami Rzym utracony. Nigdy jednak nie jest obojętny. Tym bardziej szkoda, że na takie wina z Rzymu trafiliśmy.

Jak to napisać?
Jeśli chcielibyśmy napisać krótką historię Rzymu, musielibyśmy napisać książkę. Mogłaby być nawet krótka, jednak cały czas byłaby to książka. Chyba łatwiej historię tego miasta opowiadać więc kontekstowo. Tak na przykład moglibyśmy skupić się tylko na rzymskich cesarzach i opowiedzieć o wszystkich forach, koloseach i łukach triumfalnych przez nich wybudowanych. Co prawda gdybyśmy zaczęli skupiać się na detalach tylko kolumny Trajana, łuku Konstantyna albo Panteonu Hadriana, to znowu wyszłaby nam książka, więc może lepiej coś innego.
Sztuka wczesnochrześcijańska
Może lepiej skupić się na wątku narodzin chrześcijaństwa i rozwoju sztuki wczesnochrześcijańskiej. Tak, to wydaje się być łatwiejsze. A więc od początku – Apostoł Piotr przybywa do Rzymu w I w. i zaczyna głosić naukę o Jezusie. Nauczanie Piotra działa pokrzepiająco na proste serca rzymskiego ludu, a z czasem trafia też do jego obywateli. Rozpowszechnianie się nowej religii zaczyna burzyć dotychczasowy porządek rzeczy, co z kolei niepokoi tych, którzy z tego porządku najbardziej korzystali.
W Rzymie rozpoczynają się prześladowania chrześcijan. Piotr chce uniknąć śmierci i ucieka z miasta. Wówczas na Via Appia ukazuje się mu Jezus. Piotr zadaje pytanie, które zna każdy uczeń Polsce – Quo vadis, Domine? Dokąd idziesz Panie? Jezus mu odpowiada: „Idę do miasta, aby mnie powtórnie ukrzyżowano”. Wówczas Piotr zawraca, a jego męczeńska śmierć w Rzymie umacnia nową religię w tym mieście. W miejscu jego pochówku – na wzgórzu watykańskim – powstaje Bazylika św. Piotra. Chociaż zaznaczyć trzeba, że była to budowla zupełnie inna od tej obecnej.

Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że Bazylika św. Piotra była pierwszą chrześcijańską świątynią w Rzymie. Co to, to nie. Jeśli chcielibyśmy zgłębić tajemnice pierwszych kościołów, musielibyśmy cofnąć się do tradycji prywatnych domów, w których spotykali się pierwsi chrześcijanie. Na miejscu tych domów powstawały później kościoły. Co prawda najstarszy taki dom modlitwy znajduje się na terenie dzisiejszej Syrii (pamiętamy, że chrześcijaństwo narodziło się na wschodzie) – słynny Domus ecclesiae w Dura Europos. Jednak w Rzymie tych najstarszych pomników sztuki wczesnochrześcijańskiej jest całkiem sporo, wymieniając tylko naprędce Bazylikę św. Pudencjany, Bazylikę św. Klemensa, czy Bazylikę Czterech Koronatów.
Fundacje konstantyńskie
Ale może lepiej napisać o kościołach, które powstały już po edykcie mediolańskim? Cesarz Konstantyn Wielki miał usłyszeć podczas objawienia: In hoc signo vinces „Pod tym znakiem zwyciężysz”. I pod znakiem krzyża zwyciężył nie tylko bitwę, ale też całe swoje panowanie. W 313 r. cesarz wydał edykt mediolański, proklamujący swobodę wyznania w cesarstwie rzymskim, w tym chrześcijaństwa.
Nowa religia potrzebowała materialnych przedstawień swojego statusu. Hojnego promotora znalazła właśnie w Konstantynie Wielkim, który razem ze swoją matką, Heleną, zaczął fundować pierwsze oficjalne budowle chrześcijańskie. Do najważniejszych fundacji konstantyńskich należą m.in.: Bazylika Grobu Bożego w Jerozolimie, Kościół Narodzenia Pańskiego w Betlejem czy Katedra w Trewirze. W samym Rzymie to przede wszystkim Bazylika św. Jana na Lateranie, Bazylika św. Pawła za Murami, czy w końcu Bazylika św. Piotra. Znowu robi się nieznośnie długo.
Wielkie piękno
Może więc lepiej nakreślić historię Rzymu poprzez najgenialniejszych jego rzeźbiarzy? To przecież tutaj żyli i tworzyli Bernini, Bramante, czy Maderno. Wiem, że niektórzy pozostają obojętni na stworzone przez nich piękno, chociaż naprawdę tego nie rozumiem. Bo jak można nie dać się porwać Ekstazie św. Teresy, jak można nie zachwycić się idealnymi proporcjami Tempietto, czy nie zatracić się w lejących się draperiach wykutych w białym marmurze Świętej Cecylii? A to cały czas tylko mały ułamek wielkiego piękna zgromadzonego w Rzymie.

Rzym wyjątkowy
Dla mnie Rzym też jest wyjątkowy. 13 lat temu studiowałam tutaj historię sztuki. Studiowałam w najlepszy możliwy sposób, bo nie z książek i płaskich ilustracji, ale z zabytków architektury starożytnej, średniowiecznych i barokowych kościołów oraz niezliczonej liczby rzeźb, mozaik i fresków. Na zajęcia z sztuki średniowiecznej chodziliśmy do aktualnie omawianych kościołów, a legitymacja z wydziału historii sztuki otwierała za darmo praktycznie wszystkie drzwi. Z dużą przesadą mogę powiedzieć, że tak jak Stefano w „Wielkim Pięknie” miałam swoje „tutte le chiavi della Grande bellezza”.
W czasach studenckich nasze oczekiwania względem wina nie były zbyt wygórowane. Strumieniami lało się niskopółkowe Lambrusco Amabile, które było słodkie, lekko musujące i oczywiście tanie. Barwiło nam usta i języki na bordowo i zapewniało wesołą zabawę. Jak wiadomo, z wiekiem definicja dobrej zabawy się zmienia, więc podczas tegorocznego wyjazdu miało być już bardziej jakościowo.
Castelli Romani
W tym roku wróciliśmy do Rzymu na ślub mojej przyjaciółki z czasów studenckich. Uroczystość odbywała się pod Rzymem, gdzieś pomiędzy Pavoną a Pomezią. To całkiem niedaleko Castelli Romanii – regionu czternastu małych miast, położonych wśród Gór Albańskich. Trudno więc chyba się nam dziwić, że kiedy w supermarkecie zobaczyliśmy wino z etykietą z Castelii Romanii, to od razu po nie sięgnęliśmy. Co mogę powiedzieć o tym winie? To, że piliśmy je w pięknym miejscu. To, że piliśmy je w bardzo miłym towarzystwie, razem z paroma innymi gośćmi weselnymi, szykującymi się na uroczystość. Przy stole siedział z nami też ojciec Pana Młodego – stary rzymianin z dziada pradziada. W końcu się odważyłam i swoim łamanym włoskim zapytałam, co sądzi o tym winie. – „Ech” – skrzywił się tylko – „nie pijcie win z Lacjum”.

Frascati, Malvazia del Lazio
Jednak jak nie mieliśmy pić win z Lacjum, skoro picie lokalnych win jest właśnie najciekawsze? Nie myśleliśmy się poddawać. Co więcej, stwierdziliśmy nawet, że ten rzymianin z dziada pradziada może się przecież mylić.
Najbardziej znanym miastem z regionu Castelli Romani jest Frascati. Miasteczko słynie z pięknych, renesansowych pałaców i produkcji wina. Znaleźliśmy wino Frascati w supermarkecie, wypiliśmy i nie mamy o nim nic dobrego do powiedzenia. Zaznaczam, że pewnie źle trafiliśmy, że na pewno można znaleźć doskonałe Frascati, ale nasze takie nie było.

Od tego samego producenta kupiliśmy też Malvasiję del Lazio. Bardzo owocowa, lekko musująca, z wybijającym się cukrem resztkowym. W sklepie widzieliśmy jeszcze jedną butelkę od tego producenta, nazwaną dumnie – Roma. Degustacja tych dwóch i bardzo chwytliwa nazwa kolejnej butelki każą mi myśleć, że są to wina „turystyczne” – stworzone dla masowego turysty, który chce spróbować lokalnych szczepów bez wcześniejszego sprawdzenia winiarni. Wstyd się przyznać, ale byliśmy jednymi z tych turystów. Nie polecamy.

Białe bellone, czerwone nero buono
Jadąc do Rzymu wiedzieliśmy jedynie, że chcemy spróbować win z Lacjum i dwóch lokalnych szczepów – białego bellone i czerwonego nero buono. Znaleźliśmy więc bellone, wypiliśmy i w końcu się poddaliśmy. Może rzeczywiście ten Włoch miał rację i nie warto pić win z Lacjum? A może mieliśmy tylko pecha i trafialiśmy na nieodpowiednie butelki? Może, ale żadnej z opisanych tutaj Wam nie polecamy.
Dla wyjaśnienia – poddaliśmy się dosłownie – nero buono już nawet nie szukaliśmy.

Dlaczego w miejscu, w którym powstało tak wielkie piękno, powstaje tak słabe wino? Zastanawia mnie to tym bardziej, że wrażliwość na wino łącze trochę z wrażliwością na sztukę. Obie dziedziny wymagają pewnej refleksyjności, uważności, głębi.
Pamiętam, jak te 13 lat temu zapytałam kolegę Włocha o jego przygotowania do egzaminu z historii sztuki. – „Ja nie muszę się uczyć” – odparł arogancko – „Jestem Włochem, historię sztuki mam we krwi!” Pamiętam jak kuriozalne wydało mi się wtedy odwołanie do tak odległego dziedzictwa i jak zgubne poleganie na dawno już utraconej wielkości.
Pijąc te wina, jakoś przypomniała mi się ta historia.

Dodaj komentarz